Temat wracający do mnie jak bumerang. Prędzej czy później pojawia się w rozmowie „o psach” czy to z powodu ciekawości, próby rozwiązania jakiegoś problemu czy zagadnień czysto praktycznych (technicznych)… Klatka, kennel, transporter – jak zwał tak zwał – nadal sieje pewien zamęt w wielu głowach. Co wybrać? Jak dobrać? A przede wszystkim – dlaczego warto się w niego wyposażyć?

Dlaczego? Po co kennel klatka?

Zacznijmy od początku… Większość ludzi ma niezbyt przychylne do niej nastawienie. Doskonale to rozumiem – sama to przechodziłam kilkanaście lat temu, gdy hodowca Bagi zalecił kennel, jako pomoc w wychowaniu szczeniaka. Nasze (moje i męża) rozważania za i przeciw nie odbiegały od teraźniejszych rozmów z innymi właścicielami psów. Eksperymentalnie w naszym domu zawitała klatka. Pogląd na kennel tak naprawdę zmieniłam dopiero, gdy mój Dżok słysząc fajerwerki (nie znosił ich) sam wszedł do bagirowej klatki, którą widział po raz pierwszy w życiu i tam zasnął. Całe „klatkowe zło” dla mnie wówczas zniknęło.

Przeszłam na „klatkową stronę mocy”. Aktualnie transportery są częścią wystroju mojego domu i elementem stałym w aucie. Wysłane kocykami stoją ciągle otwarte. Moje panny korzystają z niego jak z normalnego legowiska, a drzwiczki są zamykane tylko w razie potrzeby.

Dobrze wprowadzona klatka systematyzuje psu przestrzeń, jest substytutem nory, pieczary, wykrotu – naturalnej przestrzeni, w której psowate szukały schronienia. Skłonność ta została w genach. Większość psów i tak wybiera w sytuacjach stresowych przestrzeń pod stołami, biurkami czy w zakamarkach.

Co nam daje klatka?

Czystość w aucie, bezpieczeństwo przewozu psów i ludzi, spokój i bezpieczeństwo moich suczek podczas wizyty u nas szalejącej dzieciarni, komfort wyjazdów oraz szukania noclegów, miejsce wyciszenia mojej psiarni w trakcie seminariów/warsztatów, tak mogę dużo jeszcze wyliczać… Generalnie – jest to sypialnia moich panienek, miejsce gdzie mogą być pewne, że nic złego ich tam nie czeka, a spokój, relaks i sen mają zagwarantowane. Przestrzenią tą na co dzień same dysponują – jak chcą leżą nam pod nogami lub w psim fotelu, czy właśnie w otwartych kennelach.

W mojej ocenie jest to narzędzie dobre jak każde inne. Nic nie jest złe lub dobre samo w sobie. Wszystko zależy jak zostanie użyte. Zasadniczo przecież piłką możemy się pobawić lub wybić okno sąsiadowi. W przypadku transportera tak samo – spełnia swoje funkcje, gdy zwierzę traktuje go jako sypialnię, a nie karcer. Pies nie powinien być tam zamknięty za karę, czy spędzać w zamknięciu całe dnie.

Niestety temat klatki zazwyczaj pojawia się, jako pomocy przy sytuacjach ogólnie nazywanych problemowymi.

  • zachowania destrukcyjne w domu  (walka z niszczycielskimi zapędami psiaka),
  • zachwiany trening czystości (nauką załatwiania potrzeb fizjologicznych tam gdzie trzeba czyli poza mieszkaniem),
  • nauka izolacji (sprzymierzeniec w walce z szeroko pojętym lękiem separacyjnym),
  • odizolowanie od gości czy dzieci agresywnego lub reaktywnego zwierzęcia,

Natomiast w życiu codziennym istnieje szereg praktycznych zastosowań:

  • utrzymanie czystości (np. osuszenie łap po spacerze, cieczka),
  • ograniczenie ruchu po zabiegu weterynaryjnym,
  • transport pupila autem (w większości krajów wymagane jest unieruchomienie psa podczas przewozu),
  • azyl i miejsce wyciszenia w trakcie psich warsztatów,

Jak dobrać transporter?

Wszystko zależy od tego gdzie chcemy go wykorzystać: w domu czy w aucie? Minimalny wymiar kojca powinien uwzględniać docelowe wymiary psa (tj. standardowe wymiary dorosłego osobnika danej rasy: wysokość i długość) i pod nie dobrać rozmiar klatki. Pies musi w niej swobodnie stanąć i położyć się. To jest jedyne ograniczenie. Jeśli ma być ona używana jedynie w domu, wymiary może mieć dużo większe (jak jest ku temu przestrzeń).

Jeśli chodzi o klatkę jako transporter do przewozu psa w aucie, nie może być za duża. Wielkość jest istotna, by przy zakrętach czy gwałtownym hamowaniu zwierzęcia nie „rzucało” w środku i się nie poobijało, dodatkowo przy łapaniu stabilności pomaga mata czy kocyk na podłodze kojca.

Na rynku można kupić zarówno plastikowe, metalowe, materiałowe i aluminiowe transportery. Każdy ma swoje plusy i minusy:

  • Plastikowy: lekki, łatwo się czyści oraz pomaga w utrzymaniu czystości w aucie, ale mniej trwały, mniejszy wybór kształtów by dopasować pod wymiar bagażnika, czasami za dużo zasłania tylnej szyby przy cofaniu, w ciepłe dni może mieć „słaby ruch powietrza” w środku. Część z nich posiada atesty na transport lotniczy.
  • Metalowy: cięższy, ale trwalszy oraz bardziej „przewiewny”, nie przeszkadza w cofaniu, można też kupić ze skośnym frontem lub tyłem.
  • Materiałowy: przewiewny, lekki, łatwy w transporcie, ale delikatny i podatny na uszkodzenia.
  • Aluminiowy typowo pod bagażniki aut konkretnych marek (najdroższe) trwałe i bezpieczne, łatwe w czyszczeniu, posiadają crash testy.
  • Jako rozwiązanie jest jeszcze przegroda metalowa rozporowa: wygodna przy małych bagażnikach.

Jak nauczyć psa klatki? Jak ja to robię?

Oto recepta w punktach:

  1. Zapoznanie z kennelem – wstawiam klatkę bez drzwiczek do pomieszczenia, w którym dużo przebywają domownicy a co za tym idzie i pies (np. duży pokój czy sypialnia).  Wkładam do niej psie posłanie oraz zabawki. Zachęcam go do wejścia do środka wrzucając tam smakołyki. Zwierzak ma wejść do niej dobrowolnie kierowany ciekawością, chęcią zabawy czy  łakomstwem.
  2. Montuję drzwiczki, gdy pies wchodzi sam chętnie do klatki, wówczas ponownie wrzucam smakołyki. Od tej pory prawie wszystkie smakołyki/gryzaki pies dostaje w środku. Podkładam komendę „kennel”.
  3. Przymykam drzwiczki w trakcie, gdy psiak pochłonięty jest wyjadaniem konga lub kości (w tle tej czynności), jak zje – otwieram.
  4. Wydłużam czas przebywania w kennelu – jak psiak wyje kong, otwieram drzwiczki i wymieniam kong na inny gryzak, dorzucam smaczki.
  5. Zawsze balansuję na granicy, gdy pies jeszcze nie chce sam wyjść z klatki – podchodzę daję smakołyka „przez kraty”, otwieram drzwiczki (daję smakołyka) i dopiero gestem zapraszam do wyjścia.
  6. Czynność tą wplatam w cykl zadań do wykonania w domu. Zabawa „w sztuczki” np. siad, łapa, kennel, leżeć, wyjdź
  7. Zaczynam zostawiać psa w kennelu podczas naszej nieobecności w domu (początkowo na krótki okres czasu) – zawsze po spacerze i zawsze z kongiem czy gryzakiem. Stopniowo czas ten wydłużam.

Nie jestem kennelowym fanatykiem. Nie posunęłabym się, aż tak daleko jak niektórzy instruktorzy ze stwierdzeniem, że nie da się wychować szczeniaka bez kennel klatki. Owszem, da się – czego dowodem są nasze i naszych znajomych wcześniejsze psy, ale faktem jest, że kennel dużo ułatwia. Wydaje mi się natomiast niezbędnym akcesorium przy psach „sportowych” – nawet dopiero co zaczynających swoją przygodę ze sportem i seminariami oraz przy bardzo dynamicznie żyjących i dużo podróżujących opiekunach.

Dobrze skojarzony transporter zdecydowanie przyczynia się do komfortu psychicznego czworonogów.